Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu.

Dzisiaj przedstawię Najważniejsze nieprzeczytane książki.
Kolejność jest losowa :)


1. Judith Fathallah "Chuda" -  Wstrząsająca powieść o anoreksji napisana przez nastolatkę. Siłę tej książki stanowi dramatyczne świadectwo autorki, która zachorowała na anoreksję w wieku 13 lat. Jej zmagania z chorobą trwały trzy lata, dziewczyna znalazła się na oddziale psychiatrycznym, przeszła swoje piekło. Przeszła je nie na darmo, udało jej się pokonać chorobę. Dziś, w pełni wyleczona, studiuje literaturę w Cambridge i pracuje nad drugą powieścią. Chuda to lektura, którą można również polecić rodzicom nastolatków – świetnie napisana, mocna i jednocześnie optymistyczna. Z anoreksji można wyjść.


Jest to książka, po którą mam zamiar sięgnąć już od bardzo długiego czasu. Czytałam wiele recenzji na jej temat i sama chcę przekonać się co takiego autorka mi zaserwuje. 





2. Kerstin Gier "Czerwień rubinu" - Pewnego dnia piętnastoletnia Gwen odkrywa, że jest posiadaczką genu podróży w czasie – niespodziewanie przemieszcza się o sto lat wstecz. Okazuje się, że nie jest jedynym podróżnikiem - istnieje całe tajne bractwo, zajmujące się kontrolą dwunastu podróżników w czasie – Gwen jest ostatnim z nich. Szybko odkrywa, że jedenastym jest bardzo atrakcyjny dziewiętnastolatek: Gideon. Ale zakochiwanie się nie jest takie proste gdy się skacze tam i z powrotem w czasie i gdy trzeba wypełnić niebezpieczną misję w XVIII. wieku.

Jestem zainteresowana "Trylogią czasu", odkąd zauważyłam tyle pozytywnych opinii na jej temat. Teraz mam wrażenie, że wszyscy wokół czytali tę książkę, a ja nie! 



3. Ned Vizzini "It's kind of funny story" -  Craig Gilner is a gifted 15-year-old boy who works hard to get into a fiercely competitive high school, then crumbles under the intense academic pressure. Blindsided by his inability to excel and terrified by thoughts of suicide, Craig checks into a psychiatric hospital where he finally gets the help he needs. Vizzini, who himself spent a brief time in psychiatric "stir," invests his novel with great emotional honesty. A graceful, skillful, and witty handling of a sensitive issue, this is an important book we heartily recommend for older teens.

Film "Całkiem zabawna historia" bardzo mi się spodobał. Znalazłam w nim wszystko co lubię, więc gdy dowiedziałam się, że jest na podstawie książki od razu zaczęłam jej szukać. Wyobraźcie sobie moją minę, gdy dowiedziałam się, że nie została wydana w Polsce. 




4. Ken Kesey "Lot nad kukułczym gniazdem" - McMurphy, szuler, dziwkarz i zabijaka, udaje wariata, żeby się wykpić od odsiadywania wyroku. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym jawi mu się jako dobry żart do chwili, kiedy się dowiaduje, że nie odzyska wolności, dopóki nie uznają go za "wyleczonego". Decyzja należy do Wielkiej Oddziałowej, z pozoru uosobienia słodyczy i dobroci, w rzeczywistości sadystki znęcającej się nad pacjentami. McMurphy, który dotąd buntował przeciwko niej chorych, nagle zaczyna rozumieć, że musi ukorzyć się przed nią, jeśli chce opuścić szpital. Ale czy gotów jest dać się pokonać bezdusznemu Kombinatowi, który złamał tyle istnień ludzkich?

Książka akurat dla mnie. Lubię taką tematykę.


5. Jennifer Brown "Nienawiść" - Wyobraź sobie, że życzysz komuś śmierci i twoje pragnienie się spełnia. W dodatku zabójcą jest człowiek, którego kochasz.

Nick, chłopak Valerie, zaczął strzelać do uczniów w szkolnej stołówce. Dziewczyna, chcąc go powstrzymać, uratowała życie koleżance. A jednak oskarżono ją o współudział, ponieważ to ona wpadła na pomysł stworzenia listy ludzi, których oboje nienawidzili. Listy, według której Nick przeprowadził egzekucję.

Teraz Valerie musi stawić czoło kolegom i wrócić do szkoły.
Czy osoby przeznaczone do "odstrzału" kiedykolwiek jej wybaczą? I czy ona sama pogodzi się z rolą, jaką odegrała w masakrze?


Poluję na nią już od dłuższego czasu.




6. Susanna Kaysen "Przerwana lekcja muzyki" - Akcja rozgrywa się pod koniec lat sześćdziesiątych. Susanna po próbie samobójczej zostaje umieszczona przez swoich rodziców w szpitalu psychiatrycznym. Jest wrażliwą dziewczyną, która ma problemy związane z okresem dojrzewania: niestabilna emocjonalnie, nie wie, co chce robić w życiu, w związku z tym jako jedyna z całej szkoły nie idzie na studia; często uprawia seks z przypadkowymi mężczyznami, również z nauczycielem, czy wreszcie jest zdolna do połknięcia fiolki aspiryny i popicia butelką wódki. Rozpoznane zostaje u niej występowanie osobowości borderline. W szpitalu Susanna zaprzyjaźnia się z socjopatką Lisą. Razem uciekają.


Odkąd obejrzałam ekranizację tej książki, o tym samym tytule nie mogę się doczekać lektury. 





7. Hubert Selby "Requiem dla snu" - Trójka młodych Amerykanów, chcąc urzeczywistnić swoje marzenia, wpada na niebezpieczny pomysł sprzedaży narkotyków. Bardzo szybko wzbogacają się, ale nałóg nieubłaganie wciąga ich w swoje szpony. Na podstawie książki powstał głośny film Darrena Aronofsky'ego pod tym samym tytułem.

Bardzo chciałabym przeczytać "Requiem..."








8. Natsuo Kirino "Ostateczne wyjście" - Na przedmieściach Tokio, w fabryce produkującej zestawy obiadowe, cztery kobiety pracują na granicy wycieńczenia. Obciążone mnóstwem obowiązków, pogrążone w długach i samotności, wiodą życie, które przypomina jedynie ponurą wegetację. Yayoi to młoda matka, która od lat jest upokarzana przez swojego męża, łajdaka i hazardzistę. Pewnego pięknego dnia w akcie desperacji zabija go, opowiadając o swoim czynie przyjaciółce z pracy, Masako. Ta postanawia jej pomóc. Wraz z Yoshie i Kuniko, które przyłączyły się do mrocznego duetu zwabione możliwością zarobku, pozbywają się ciała. W niedługim czasie policja odnajduje poćwiartowane zwłoki i rozpoczyna śledztwo. Jednak nie tylko to spędza kobietom sen z powiek. Zaczyna je prześladować członek japońskiej mafii, który w efekcie popełnionej przez nie zbrodni traci swój klub... Teraz pała chęcią zemsty

Jestem fanką twórczości Natsuo Kirino, a jeszcze nie miałam okazji przeczytać "Ostatecznego wyjścia".


9. J.R.R. Tolkien "Drużyna pierścienia" - W zamierzchłych czasach kowale elfów wykuli Pierścienie Mocy. Lecz Sauron, Mroczny Władca, stworzył w tajemnicy Jedyny Pierścień, napełniając go swą potęgą, aby rządził pozostałymi. Ale Pierścień zniknął i przepadł gdzieś w Śródziemiu. Minęło wiele wieków, zanim się odnalazł i trafił w ręce hobbita, którego przeznaczeniem stała się wędrówka do Krainy Cienia, by zniszczyć Jedyny Pierścień...

Drużyna Pierścienia wyrusza z Shire. Żaden z uczestników wyprawy - hobbici Frodo, Sam, Pippin i Merry, czarodziej Gandalf, krasnolud Gimli, elf Legolas, Boromir z Gondoru i tajemniczy Obieżyświat - nie wie, co czeka u kresu podróży. Ale są pewni jednego: jeśli nie wypełnią misji, świat ogarną Ciemności...




10.Nicholas Sparks "Ostatnia piosenka" - Życie siedemnastoletniej Ronnie Miller wywróciło się do góry nogami, gdy jej ojciec postanowił porzucić karierę i wyjechać do niewielkiego miasteczka w Północnej Karolinie. Jego ucieczka oznaczała koniec małżeństwa Millerów. Trzy lata później Ronnie dalej nie chce mieć nic wspólnego z ojcem i nie utrzymuje z nim kontaktu.

Nieoczekiwanie matka wysyła dziewczynę i jej młodszego brata, Jonaha, by spędzili wakacje w Wilmington. Dla Ronnie to ciężka próba - przyzwyczajona do Nowego Jorku, zakochana w jego nocnym życiu i modnych klubach, musi zmierzyć się nie tylko z niechęcią do wiodącego spokojne życie pianisty i zaangażowanego w budowę miejscowego kościoła ojca, ale również z senną atmosferą nadmorskiej mieściny. Wszystko wskazuje na to, że to będzie najgorsze lato w jej życiu..
Wczoraj zakończył się mój pierwszy konkurs, w którym do wygrania była książka Santiago Posteguillo "Africanus. Syn konsula". Zgłosiło się wielu chętnych, a ja połowę soboty spędziłam wycinając losy. Uwierzcie mi, do tej pory  łupie mnie w nadgarstku. Ale może przejdę do rzeczy. 

Książka wędruje do... 
Osoby anonimowej z adresem mailowym: czczcz@opoczta.pl

Wysyłam powiadomienie i proszę o jak najszybszy odzew :)

Dziękuję wszystkim za udział i zapraszam na wieczorną recenzję "Pamięci krwi".


Chciałam was poinformować, że 15.06 mija termin zgłaszania się do konkursu. Więcej informacji tutaj!


Informacje:
Autorka: Suzanne Collins
Tytuł: W pierścieniu ognia
Oryginalny tytuł: Catching fire
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron:  359
Czas czytania: 2 dni
Kategoria: literatura młodzieżowa; dystopia
Data wydania: listopad 2009


Trylogia Igrzysk Śmierci:
1. Igrzyska Śmierci
2. W pierścieniu ognia
3. Kosogłos


Moja opinia:


Druga część trylogii „Igrzysk Śmierci”, czyli „W pierścieniu ognia” przedstawia wydarzenia po Głodowych Igrzyskach. Nareszcie Katniss może odetchnąć i przestać walczyć o życie swoje i Peety. Tylko, czy na pewno? W końcu swoim incydentem rozzłościła Kapitol i wznieciła zamieszki w Dystryktach. Dochodzi do buntu, który spowoduje rozlew krwi. Poza tym zbliża się Ćwierćwiecze Poskromienia. Wiecie co to oznacz? Tak. Katniss wraca na arenę, a Kapitol z całą pewnością zechce zakończyć jej życie. Poza tym teraz będzie zmuszona walczyć z innymi doświadczonymi uczestnikami, którzy zwyciężyli Głodowe Igrzyska. Będzie o wiele trudniej niż ostatnim razem.

„Człowiek się dostosowuje i wydaje mu się, że jakoś sobie poradzi, bo przecież nie jest tak źle, aż tu nagle...”

Młoda dziewczyna wie, że teraz już na pewno, przeżyje tylko jedna osoba i to nie będzie ona, dlatego całym swoim sercem ochrania Peetę. Jednak coś jest nie tak i okazuje się, że wszystkie przysięgi zostają złamane, a Katniss została wrzucona w potok kłamstw. Bohaterka musi sobie zadać pytanie. Komu tak naprawdę może ufać? Jest najprawdopodobniej sama pod władzą Kapitolu, który już rozpisuje jej życiorys.

 „W pierścieniu ognia” wywołało we mnie wiele sprzecznych uczuć, lecz na początku wspomnę, że mimo wszystko zostałam ponownie oczarowana. To świetna historia jednak Suzanne Collins nie użyła swego potencjału. Z pewnej strony Ćwierćwiecze było inną wersją Głodowych Igrzysk, tylko zostały one podkolorowane i bardziej brutalne. Ale za to ekscytujące i przerażające jak zawsze. Jest to raczej tzw. lepsza części książki. Początek trochę mnie przestraszył, ponieważ był dość monotonny. Suzanne wciągnęła nas w wir uczuć Katniss odnośnie Peety i Galea. Perypetie miłosne związane z tym  drugim panem niezbyt mi pasowały. Może dlatego, że należę do organizacji zwanej „Team Peeta” ;). Mimo wszystko było to dość nudnawe. Jednak wywoływało prawdziwe uczucia i  współczucie odnośnie głównej bohaterki. Tym razem z Kastniss ukazuje swoją słabszą stronę. Strach przed powrotem na arenę, przed przyszłością. I bardzo dobrze, ponieważ stała się ona bardziej ludzką postacią, a nie maszyną do zabijania. Autorka ukazuje, że jest to także zagubiona dziewczyna.

Ponownie spotykamy się z łatwym językiem współczesnym. Całość czyta się szybciutko. Tak jak mrugnięcie okiem, tak szybki książka się kończy. Dlatego radzę mieć przy sobie kolejną część. Taka rada dla niecierpliwych.

„Szkoda, że nie możemy zatrzymać tej chwili, tu i teraz, żeby żyć w niej na zawsze.”

Książka mnie wzruszyła, a kilka razy moje serce biło w szybszym tempie niż zazwyczaj. Dawno nie spotkałam się z lekturą, która by mnie tak wciągnęła. Lecz czegoś mi tu brakowało. Jakiegoś małego elementu, przez co „ W pierścieniu ognia” jest gorsze od pierwszej części. Po prostu mam wrażenie, że Suzanne Collins sprzedaje nam to samo tylko w innej wersji. Ale uwierzcie mi i tak jestem jej za to wdzięczna. Świat Katniss naprawdę mnie wciągnął i cieszę się, że miałam okazję go odwiedzić.

Po raz kolejny polecam trylogię „Igrzysk Śmierci” to nie jest strata czasu.

Ocena: 9/10


Informacje:
Czas trwania: 1 godz. 28 min.
Gatunek: Komedia
Premiera: 11 maja 2012 (Polska) 2 marca 2012 (świat)
Produkcja: USA
Reżyseria: Nima Nourizadeh
Scenariusz: Matt Drake, Michael Bacall



Opis:
"Project X" to szalona komedia o przygodach grupki kolegów, którzy postanawiają zorganizować najbardziej wystrzałową imprezę urodzinową w historii. Film przedstawia widziane z perspektywy cyfrowych kamer przyjęcie zorganizowane przez nastolatków, które zupełnie wymyka się spod kontroli.


Moja opinia:

„Projekt X” jest dość nietypową komedią, która przedstawia najprawdopodobniej największą i najlepszą domówkę, jaką ktokolwiek mógłby sobie zamarzyć. Nie jest to zbyt wygórowany pomysł na film, prawda? Reżyserem jest Nima Nourizadeh, który nie ma na koncie innych dzieł. Dodatkowo dochodzi nieznana obsada, o której raczej nikt nigdy nie słyszał, a zapowiedź przedstawia tylko i wyłącznie urywki z imprezy przepełnionej golizną. Nie zapowiada się zbyt ciekawie.

Na samym początku przedstawia nam się Costa, jeden z głównych bohaterów, który zaplanował całe przyjęcie urodzinowe dla Thomasa Kuba. Od razu serwuje nam wiązkę przekleństw i wywołuje  lekki uśmiech na twarzy. I tutaj spotykamy się z często przerabianym schematem. Thomas nie jest popularnym gościem i wraz z przyjaciółmi uważa, że impreza na wielką skalę przyniesie im sławę i oczywiście dziewczyny. Cóż, na pewno się nie mylą. W końcu kto normalny zaprasza tyle gości? Następnie spędzamy czas z grupką przyjaciół, którzy rozsyłają wiadomości i rozpowiadają o imprezie, a wszystko przeplatane jest niezbyt inteligentnymi gagami. Fabuła nie jest rozbudowana, czy ciekawa. „Projekt X” nie dzieli się z nami jakimiś wartościami, czy czymś takim. To nie jest wygórowane kino, a osoby poważniejsze, na pewno będą zawiedzeni i to mało powiedziane.


Bohaterowie są przedstawieni jako typowa młodzież, która całkowicie nie myśli o konsekwencjach. Przedstawiają całkowity brak umiaru, no i… brak inteligencji. Jednak można im to wybaczyć, ponieważ potrafią swoją głupotą nawet rozbawi.  „Projekt X” przekracza wszystkie możliwe granice przyzwoitości. To jak „Kac Vegas” i „American Pie” w jednym i każdy kto widział ten film na pewno się ze mną zgodzi. Jeśli komuś wcześniej wymienione tytuły się spodobały to wydaje mi się, że „Projekt X” także przypadnie mu do gustu.

Film oglądamy często z pierwszej osoby, ponieważ osobą nagrywającą jest jeden z głównej grupki bohaterów filmu. Chłopak imieniem Dax otrzymał zadanie kręcenia każdego momentu imprezy i nie tylko. To naprawdę fajny pomysł i dzięki temu można się poczuć jak na imprezie Thomasa. Demolki również tam nie zabraknie, w końcu co to za domówka bez zbitej szklanki, szyby, rozwalenia żyrandolu… pokiereszowania samochodów… pożaru. Chłopaki przesadzili i tyle.

„Projekt X” jest typem filmu, który najlepiej wypada, gdy oglądasz go ze znajomymi. Nie wiem, czy bawiłby mnie tak bardzo podczas samotnie spędzonego wieczoru. Najprawdopodobniej nie, a póki co razem z przyjaciółmi wciąż rzucamy tekstami wyciągniętymi ze scenariusza.

Koneserzy kina nie będą raczej zachwyceni, ponieważ jest to film średniej jakości jednak mogę go polecić. Sami musicie zadać sobie pytanie, czy jesteście gotowi na taką dawkę nieprzyzwoitości. W każdym razie paczka przyjaciół i wesoły humor na pewno jest zalecany podczas oglądania „Projektu X”.

Ocena: 6/10


* * *

Przedstawiam pierwszą odsłonę "Niedzieli z Popcornem", a tu już wtorek. Mam lekkie zaległości, ale już niedługo wszystko nadrobię. 

Informacje: 
Autorka: Kyousuke Motomi
Data wydania:  styczeń 2012
Ilość stron: 190
Wydawnictwo: Waneko
Czas czytania: 1 dzień
Kategorie: manga, romans, shojo,

Dengeki Daisy to opowieść o Teru, której brat na krótko przed tajemniczą śmiercią daje telefon. Telefon, dzięki któremu może kontaktować się z tajemniczym Daisym, który wspiera ją w trudnych chwilach. A tych nie zabraknie, bowiem nie ma rodziców, nie ma brata, ktoś włamuje się do jej mieszkania... A gdyby tego było mało, to Teru staje się niewolnicą szkolnego woźnego, Kurosakiego.

Moja opinia:

Dzisiaj przedstawię wam coś całkowicie innego. Zazwyczaj recenzuję książki, ale tym razem chcę przedstawić mangę, która stała się jedną z moich ulubionych. 

„Dengeki Daisy” to tytuł, który większości nie kojarzy się z niczym. Jednak jest to manga autorstwa Kyousuke Motomi, która na swoim koncie ma już kilka innych dzieł. Wspomnę o „Beast Master”, która zapadła mi w pamięć. Jednak skupię się dzisiaj na wcześniej wymienionej mandze.

Historia opowiada o Teru, licealistce, którą spotkał ciężki los. Jej jedyny opiekun – brat – zmarł i pozostawił ją samą. Od tamtej pory próbuje sobie radzić, do szkoły uczęszcza tylko dzięki stypendium. Jednak pomoc finansowa nie jest tak ważna jak psychiczna. Teru ma przyjaciela, z którym komunikuje się za pomocą telefony komórkowego. Otrzymała go od brata, który zapewnił, że ta tajemnicza osoba będzie opiekowała się dziewczyną. Kim jest Daisy? My wiemy, ona nie.
Teru wpada w setki kłopotów. Tłucze okno w szkole, a brak środków na koncie powoduje, że musi odpracować tę szkodę. Poznaje woźnego, który wydaje jej polecenia, a sam się leni. Jest nim przystojny Kurosaki. Chłopak skrywa pewien sekret, o którym my od razy mamy przyjemność się dowiedzieć. Tak, to on jest Daisy. Lecz co z Teru? Czy i ona odkryje tajemnicę swojego nowego przyjaciela?

Historia jest wciągająca i zawiła. To zbiór różnych wątków, które prowadzą nas do jednego pytania. „Kim jest Daisy?”. Wszystko dzieje się w zastraszającym tempie, w końcu w tak krótkim tomie trzeba zamieścić kawał dobrej historii i zachęcić czytelnika do kolejnych części. No ja na pewno ich sobie nie odmówię.
Kreska jest również niczego sobie. Jest szczegółowa i naprawdę sympatyczna. Często zatrzymywałam się na jednym z rysunków i stwierdzałam, że też chcę tak rysować. Manga z kiepską grafiką często odrzuca, ale w „Denegeki Daisy” nie spotkałam się z czymś takim.
Postacie są naprawdę barwne. Zabawne i świetnie narysowane. Moim zdaniem Kurosaki jest najciekawszym bohaterem mangi. Większość czasu spędziłam powstrzymując cichy chichot wydobywający się z moich ust. Jednak to nie jest historia mająca na celu tylko i wyłącznie rozśmieszania czytelnika. Życie Teru i Kurosakiego nie jest tak kolorowa jak z początku się wydaje. Tom 1 jest tylko wprowadzeniem, dalszy bieg wydarzeń potrafi wstrząsnąć.

Mogę polecić „Dengeki Daisy” czytelniczkom, ponieważ jest to manga z gatunku shojo. To romans przeplatany chmarą problemów, zazwyczaj cięższych niż w realnym świecie.
Polecam i nie zraźcie się tą oceną, po prostu wiem, że kolejne tomy są o wiele lepsze.

Ocena: 7/10

Zapraszam do obejrzenia, krótkiego fanowskiego filmiku dotyczącego "Dengeki Daisy".
Jednak muszę ostrzec. Zawiera spoilery. 



Informacje:
Autorka: Suzanne Collins
Tytuł: Igrzyska Śmierci
Oryginalny tytuł: The Hunger Games
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 352
Czas czytania: 2 dni
Kategoria: literatura młodzieżowa; dystopia

Trylogia Igrzysk Śmierci:
1. Igrzyska Śmierci
2. W pierścieniu ognia
3. Kosogłos

Więcej informacji >tutaj<.



Znacie to uczucie, gdy czekacie na książkę, która wydaje się wam genialna i wspaniała, a okazuje się, że to gniot. Na szczęście „Igrzyska Śmierci” nie pozwoliły mi na tak negatywne emocje. Za to zostałam wciągnięta w świat tak genialnie wykreowany, że nie chciałam wracać do rzeczywistości. 

Suzanne Collins jest amerykańską pisarką urodzoną w 1963 roku. Sławę uzyskała dzięki bestsellerowej trylogii „Igrzysk Śmierci”. Pierwsza powieść z tej serii, o tym samym tytule w Stanach Zjednoczonych została wydana 14 września 2008 roku – w Polsce dopiero 6 maja 2009r. Książka doczekała się również swojej ekranizacji. Miała ona premierę 23 marca 2012r. na wielkim ekranie. Nawiasem mówiąc wersja papierowa jest o wiele lepsza.

Autorka przenosi nas w niedaleką przyszłość do państwa zwanego Panem. Tamtejsze czasy są okrutne dla mieszkańców Dystryktów. Są to ogrodzone miejsca, w których mieszka tzw. biedota. Osoby z Dystryktów zostają wykorzystywane do pracy na rzecz Panem, a przede wszystkim stolicy zwanej Kapitolem. Ale to nie wszystko. Każdego roku zostają urządzane Igrzyska Głodowe, które inaczej można nazwać rzezią. Z wszystkich dwunastu Dystryktów zostaje wybrana para – chłopak i dziewczyna w wieku od 12 do 18 lat – zostają oni umieszczeni na arenie, gdzie walczą na śmierć i życie. Zwycięzca może być tylko jeden.
Główna bohaterka Katniss Everdeen pochodzi z górniczego, 12-Dystryktu. Ma 16 lat i jak na swój wiek jest osobą bardzo dojrzałą. Od kiedy jej ojciec zginął w wypadku podczas wydobywania surowców sama musiała utrzymywać młodszą siostrę Prim i matkę w depresji. To było ciężkie zadanie, w końcu w tak młodym wieku nie mogła pracować i wziąć astragalu  [żywności, za którą płaci się dodatkowym losem podczas wybierania pary w Głodowych Igrzyskach]. Mimo tego wybrnęła i zajęła się polowaniem na zwierzynę. Jednak „szczęście” przestało jej sprzyjać. Przy kolejnych Igrzyskach  została wylosowana Prim, przez co Katniss zgłosiła się na ochotniczkę i wyratowała siostrę. Jej „partnerem”, którego najprawdopodobniej będzie musiała zabić jest Peeta. Chłopak, u którego ma wielki dług. Co wydarzy się na arenie? Kto wróci do domu? Kto będzie zwycięzcą? I czy wszystko pójdzie po myśli Kapitolu?
„Niszczenie jest znacznie łatwiejsze od tworzenia”

Pierwszą rzeczą, która mnie zachwyciła był opis mieszkańców stolicy. Byli groteskowi, każdy z nich poddany operacji plastycznej, kolor włosów jakiego nikt sobie wcześniej nie wyśnił. Byli okropni i nieludzcy. Mam wrażenie, że Suzanne Collins upodobniła ich do potworów, by w delikatny sposób uwydatnić ich charakter podobny do najgorszych bestii. Ludzie z Kapitolu bez mrugnięcia okiem wpatrywali się w krwawe walki młodych dzieciaków, które zatracały swoje człowieczeństwo po to, by przeżyć. Ten zabieg autorki mnie zachwycił.

Akcja jest szybka. Podczas czytania „Igrzysk Śmierci” byłam ogarnięta atmosferą pełną napięcia. Oderwanie mnie od książki było praktycznie niemożliwe. Nieważne w jakim miejscu się znajdowałam. Lektura zawsze była ze mną. Opisy otoczenia pozwalały mi oderwać się od rzeczywistości. Czułam się jakbym maszerowała za plecami Katniss i odczuwała jej emocje. Wszystko wydawało mi się dopracowane na ostatni guzik, mimo jednego błędu, który pewnie nie wpadł w oko innym czytelnikom.
Bohaterowie są naprawdę interesujący. Każdy z nich trzyma w sobie jakąś tajemnicę, której na pierwszy rzut oka nie można wyłapać. Peeta stał się moim ulubieńcem, ale dopiero po połowie książki. Z początku nie darzyłam go sympatią. Haymitch - mentor pary podczas Igrzysk Głodowych idealnie ukazuje co się dzieje z mężczyzną bądź kobietą, gdy przeżyje i zwycięży w wyżej ukazanej krwawej jatce. W końcu po dłoniach takiego człowieka już do końca dni pozostanie krew ofiar, których pozbawił życia. Postacie są realistyczne i naprawdę ich polubiłam.

„-Podobno ma pan udzielać nam rad – zwracam się do niego.
-Oto rada. Nie dajcie się zabić – odpowiada Haymitch i rży ze śmiechu”

Autorka pisze w sposób prosty i nie zawiły. Książkę czyta się szybko i bezproblemowo. Suzanne Collins ma dar wciągania czytelnika do swojego własnego świata. Po zakończeniu lektury od razu zabrałam się za kolejną część. Po prostu nie mogłam wytrzymać kolejnej minuty bez Dystryktów, Kapitolu. Całego Panem.
Z tyłu okładki widnieje napis „To nie jest książka dla dzieci.”. Na pierwszy rzut oka miałam wrażenie, że będzie to kolejna pozycja, która ukaże nam wielką miłość ulokowaną w złym czasie. Nie. „Igrzyska Śmierci” przedstawiają o wiele więcej. Okrucieństwo ludzi i to co potrafią zrobić dla wolności.

Miejmy nadzieję, że świat w jakim żyje Katniss, nigdy nie zaatakuje nas swoimi okropnymi mackami, a ludzie nawet za setki lat nie utracą człowieczeństwa.

Jeśli ktoś nie miał okazji zapoznania się z „Igrzyskami Śmierci” to niech nadrabia zaległości. To trylogia warta uwagi, więc mogę tylko polecić u uhonorować najwyższą oceną.

Ocena:  10/10

„Wesołych Głodowych Igrzysk! Niech los zawsze wam sprzyja”



Informacje:
Autor: Karol Leopold Cetlin

Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Data wydania:  2012 (data przybliżona)
Ilość stron: 168
Czas czytania: 1 dzień
Kategoria: Ezoteryka; poradnik

Opis:

Śpimy jedną trzecią część życia. Zatem, stulatek może przespać nawet ponad 30 lat! 
Kiedy śnimy świadomie i planujemy swoje sny, możemy wieść życie dłuższe i lepszej jakości. Jak to zrobić? Trzeba zacząć od ich zapamiętywania i zapisywania w specjalnym dzienniku. Prowadzenie takich zapisków to krok pierwszy, kolejne to kontrolowanie i programowanie snu o upragnionej tematyce. Autor przekonuje nas, że to niezmiernie łatwe – nawet dla opornego ucznia. Jego zdaniem, świadomy sen ma w sobie coś z nauki jazdy na rowerze. Jeżeli raz nauczysz się tego, to już zawsze będziesz pamiętał jak to robić i będziesz mógł wracać do tego za każdym razem, gdy tylko zechcesz. 
Zalet świadomych snów jest wiele: możesz rozwiązać dręczące Cię problemy, wyzwolić się z chorób, możesz ćwiczyć przemówienia, pokonać swój strach do jakiejkolwiek rzeczy a także przełamać swoje fobie. Jeżeli np. jesteś sportowcem, to w czasie świadomych snów możesz odbywać treningi. To wpływa na Ciebie w realnym świecie, przez co osiągasz lepsze rezultaty. 
Nie trać nocy, wyśnij swoje marzenia! 

Moja opinia:

Słyszeliście kiedyś o świadomym śnie? A może mieliście takowy? W każdym razie jest to bardzo ciekawe zjawisko warte zainteresowania każdego. Właśnie z tego powodu przedstawiam wam „Świadomy sen, czyli jak podświadomość kształtuje Twoje życie”.

Autorem jest Karol Leopold Cetlin, który w 168-stronach ukazuje nam dużą ilość informacji dotyczących snów i to nie tylko tych świadomych. Książka wypełniona jest zróżnicowanymi ciekawostkami. Wiecie, że człowiek mający 75 lat, przeciętnie przesypia ponad 24-lata? Szkoda utracić tak dużą ilość czasu tylko odnawiając energię. Świadomy sen pozwala na ciekawe spożytkowanie przesypianego czasu. W końcu kontrolując swoje sny możemy się dobrze bawić, czy uczyć do jutrzejszego testu z biologii.
„Świadomy sen, czyli jak podświadomość kształtuje Twoje życie” opisuje jak w prostu sposób przygotować się i nauczyć kontrolować sny. Nie jest to trudne, ani łatwe, po prostu trzeba mieć w sobie opór i chęci. Wydaje mi się, że ta lektura powinna pomóc dokonać tego w dłuższym, czy krótszym czasie.
„Sen jest balsamem dla duszy” – William Shakespeare

Język jakim posługuje się autor jest prosty i zrozumiały. Czytanie nie sprawia problemu i przez tą cieniutką książkę przedzieramy się w ciągu jednego dnia. Czy jest to strata czasu? Raczej nie. Ale wszystko zależy od czytelnika i jego wiary w to co przekazuje mu autor.

Jednak najbardziej książka zachwyciła mnie swoją oprawą. Otwieramy ją i zostajemy wrzuceni do świata pięknych wzorów, tabelek i czcionki. Jeśli chodzi grafikę zostałam naprawdę oczarowana. Rzadko kiedy mam okazję spotkać się z czymś takim w poradniku.

Mogę polecić tę krótką lekturę osobom zainteresowanym czymś takim jak sen. Można przy niej ciekawie spędzić czas, jednak szczególnie nie namawiam. "Świadomy sen, czyli jak podświadomość kształtuje Twoje życie" to nie pozycja obowiązkowa.

Ocena: brak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Studiu Astropsychologii.

* * *
Miała być recenzja, a wyszła krótka opinia. Po prostu nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć o tej książce. W każdym razie zapraszam na jutrzejszą recenzję [coś dłuższego :)] "Igrzysk Śmierci".



Jak widzicie ostatnio mam lekkie zaległości jeśli chodzi o recenzowanie książek. Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień pozwoli mi wszystko nadrobić. Tak, więc poniżej umieszczam listę recenzji, które pojawią się w najbliższym czasie.

1. Karol Leopold Cetlin "Świadomy sen, czyli jak podświadomość kształtuje Twoje życie"
2. Suzanne Collins "Igrzyska Śmierci"
3. Kyousuke Motomi "Dengeki Daisy"
4. Suzanne Collins "W pierścieniu ognia"
5. Izabela Degórska "Pamięć krwi"
Trochę się tego nazbierało jednak mimo tego do swojej listy obowiązków dodaję jeszcze jeden. Mianowicie będą to "Niedziele z Popcornem". Na czym ma polegać mój nowy, raczej nieoryginalny pomysł? Po prostu w każdą niedzielę na moim blogu będzie ukazywała się recenzja filmu. Wybrałam liceum o charakterze filmówki. Wybieram się do klasy "reżysersko-operatorskiej" i postanowiłam wrzucić się w wir i czar dużego ekranu. Uważacie, że to dobry pomysł? Mam nadzieję, że tak i odwiedzicie mojego bloga już 10 czerwca, gdzie przedstawię wam "Project X".

Dodatkowo mam nadzieję, że zauważyliście małą ankietę, dotyczącą postaci paranormalnych. Jej wyniki ogłoszę na podsumowaniu czerwca. Zapraszam do głosowania :)

Informacje:
Autorka: Cecilia Randall
Tytuł: Hyperversum Oryginalny tytuł: Hyperversum
Wydawnictwo: Esprit
Data wydania: maj 2011 (data przybliżona)
Liczba stron: 768
Czas czytania: 5 dni


Więcej informacji >tutaj<.



Mieliście może okazje poznać czar gier RPG? Możliwość wcielenia się w całkowicie inną postać? Rozwijania jej umiejętności i podejmowania decyzji jakich nie moglibyście podjąć w prawdziwym życiu? A jesteście w stanie wyobrazić sobie, że zostajecie wciągnięci do świata gry? Nie? Ja też tego nie potrafiłam, jednak „Hyperversum” ukazało mi „co by było gdyby…”

Cecilia Randall jest włoską pisarką, która szczególne uznanie otrzymała dzięki trylogii „Hyperversum”. Powieść ta została wydana za granicą w 2006 roku i możemy żałować, że u nas ukazała się kilka lat później. Autorka na końcu książki przestrzega, że nie jest to powieść historyczna, chociaż na pierwszy rzut oka tak się wydaje. Dlatego będę ją oceniać pod względem fantastyki.

Hyperversum jest grą RPG, która dzięki wysoko rozwiniętej technice pozwala „wcielić się w skórę” swojej postaci. Dzięki wizjerowi, gracz widzi wszystko z pierwszej osoby, a rękawiczki odzwierciedlają dłonie stworzonego bohatera. Ile bym oddała by posiadać taki sprzęt w domu, to chyba marzenie każdego maniaka komputerowego. Jednak na coś takiego musimy jeszcze trochę poczekać. I może to lepiej? W końcu istnieje pewne zagrożenie błędu. Jakaś awaria. I co się wtedy stanie?
Daniel, Ian i Jodi – trójka głównych bohaterów – miała okazje dowiedzieć się czegoś na ten temat.. Cofnęli się o setki lat do XIII-wiecznej Francji, gdzie muszą walczyć o przeżycie. Nie jest to prostym zadaniem, w końcu średniowiecze nie było usłane różami. Od razu napotykają wielką przeszkodę i zwracają na siebie uwagę, przez którą trafiają do więzienia. Mimo ciężkich ran Iana, grupa decyduje się na ucieczkę. Nie mają jednak pojęcia, że to tylko szczyt góry lodowej kłopotów jakie na nich czekają. W końcu trafiają pod skrzydła francuskiej szlachty, mianowicie samego Guillaume de Ponthieu. Przyjaciele wiedzą, że ucieczka z gry jest niemożliwa, a nad nimi wisi widmo zbliżającej się bitwy Francji, Anglii i Cesarstwa. Jaki los ich czeka?

Nie chcę zdradzać zbyt wiele intryg, ponieważ w tej książce liczy się efekt zaskoczenia. Fabuła sprawia wrażenie idealnie przemyślanej, tak jakby Cecilia Randall po napisaniu pierwszego słowa miała już w głowie całą powieść. Zwroty akcji, ukazanie kultury średniowiecza i świetnie zademonstrowanie walki na miecze, to wszystko przyprawia o ciarki na całym ciele. Czytając „Hyperversum” ma się wrażenie, że zostaliśmy wciągnięci do gry razem z resztą bohaterów.
Gdy już do nich przeszłam muszę powiedzieć, że ich charaktery są wyraźne i świetnie skonstruowane. Ian idealnie wtopił się w rolę szlachetnego rycerza, Daniel ukazuje cechy godnego zaufania i wiernego przyjaciela, a Jodi – jego dziewczyna – to wspaniała dama dworu. Polubiłam każdego z nich mimo, a rzadko się coś takiego zdarza w moim przypadku. Ich charaktery może nie są oryginalne, ale przyciągające.
Autorka pisze w sposób prosty i nie zawiły. Mimo, że spotykamy się z wieloma nowościami, szczególnie dla tych, którzy nie znają języka francuskiego. Ale Cecilia Randall każdy element potrafi nam wytłumaczyć, nie gorzej niż nauczyciel historii. Jednak musicie pamiętać, że „Hyperversum” nie zastąpi wam podręcznika. To powieść, w której autorka miała na celu rozrywkę, nie nauczanie. Mimo, że bohaterowie biorą udział w bitwie, która miała miejsce i spotykają postacie historyczne, np. Króla Filipa Augusta. Jednak autorka zmieniła i dodała kilka faktów. Może i to nawet lepiej? Dzięki temu w książce o wiele więcej się dzieje, a akcja jest wartka.

Nie mogę zapomnieć o wątku romantycznym między poszczególnymi postaciami. Nie jest on bardzo rozwinięty, ale na tyle by zadowolić potencjalną czytelniczkę. Muszę się przyznać, że autorka kilka razy wzruszyła mnie opisem emocji występujących między bohaterami. Cecilia Randall nie ukazuje nastoletniej miłości. Są to raczej dojrzałe uczucia, pełne oddania i szczerości. Ten mały dodatek do fabuły bardzo mi się podobał, z wielkim napięciem czekałam, aż związek głównej pary się rozwinie. Nie, nie powiem o kogo chodzi. Zdradziłabym wyjątkowo ważny szczegół.

Podsumowując, „Hyperversum” jest książką, z którą każdy powinien się spotkać. To wspaniała historia i można z nią spędzić kilka  przyjemnych wieczorów. Pozostaje mi tylko czekać na kolejne części i mam nadzieję, że ukażą się one już niedługo.

Ocena: 10/10


Za możliwość zapoznania się z "Hyperversum" dziękuję Wydawnictwu Esprit.



Obsługiwane przez usługę Blogger.