10.03.2014



12.03.2014




13.03.2014

14.03.2014











Na dzisiaj mam dla was mały stosik książek, które ostatnio udało mi się zebrać. Tym razem poszłam na jakość, a nie ilość. Przyznaję, że ostatnio kiepsko mi idzie czytanie. Lektura licząca średnio 300 stron starcza mi na, aż 5 dni! Tęsknie za czasami, gdy lektura była na jeden dzień, ale powróciłam do życia! Okazało się, że całkiem przyjemnie wyjść z czterech ścian :) Niestety stos nieprzeczytanych wciąż rośnie. 


Zacznijmy tym razem od góry:
1) Janet Evanovich "Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy" - z wymiany. W końcu mam Plum! Już się nie mogę doczekać, aż po nią sięgnę :)
2) Guillaume Musso "7 lat później" - z wymiany. Jestem ciekawa twórczości tego autora.
3) Solomon Northup "Zniewolony. 12 years a slave" - od wydawnictwa Replika. RECENZJA
4) Jay Kristoff "Tancerze burzy" - z wymiany. 
5) Robert Kirkman, Jay Bonansinga "Narodziny gubernatora" - od wydawnictwa SQN. Jestem w trakcie czytania. Póki co mnie nie zachwyca, ale nie bawię się przy niej źle.
6) A. E. Olss "Kamienie Liry" - od wydawnictwa Novae Res.
7) Antonia Michaelis "Dopóki śpiewa słowik" - od wydawnictwa Dreams. Mam nadzieję niedługo się za nią zabrać. 

Znaleźliście coś dla siebie? Czytaliście? :)

INFORMACJE:
Data premiery: 30 stycznia 2014
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron:
Czas czytania: 5 dni

Z początku nie miałam pojęcia, że "Zniewolony" to nie tylko film (ostatnio nagrodzony Oskarem), lecz także książka. Miałam zamiar iść do kina i to jak najszybciej, jednak pierwowzór odciągnął mnie od tego pomysłu. Jestem osobą, która preferuje czytanie od wgapiania się w ekran, więc łatwo się domyślić od czego zaczęło się moje zapoznanie z historią Solomona Northupa. 
Człowiek ceni sobie swoją wolność, żyjemy w takich czasach, że nawet się nad tym nie zastanawiamy. Mamy prawo wyboru, wolność słowa i jesteśmy wszyscy sobie równi - przynajmniej tak powinno być. Jednak nie będę rozwijać tego tematu i cofnijmy się trochę w przeszłość, do czasów autora. 

Rok 1841, główny bohater powieści, jak i jej autor Solomon Northup jest wolnym obywatelem, urodził się na wolności i powinien w niej pozostać. Chroniło go prawo. Nigdy nie pomyślał, że coś takiego mogłoby się wydarzyć. Solomon został porwany i zmuszony do opuszczenia swojej rodziny na 12 lat. Autor opisuje niewolnictwo XIX wieku od wewnątrz. To nie jest jedna z tych bezuczuciowych książek, która przedstawia sprawy tylko z naukowego punktu widzenia. "Zniewolony" ukazuje codzienność niewolnika. Jak ich traktowano, karmiono i wykorzystywano do nadzwyczaj ciężkiej pracy. Z kartek wylewają się emocje, przede wszystkim ból i tęsknota. 
Wewnątrz znajdziemy także opisy spraw politycznych, prawnych i gospodarczych. Solomon Northup pragnie jak najdokładniej przedstawić dane czasy, nie pomija ani jednego szczegółu. Przyznam się, że pod tym względem książka mnie nieco nudziła, szczególnie opisy upraw przykładowo bawełny. Były one krótkie i potrzebne by bliżej przybliżyć czytelnikowi pracę jaką musieli wykonywać niewolnicy, jednak nużyło mnie to. 

Chciałabym zwrócić uwagę na wydanie. Otóż wydawnictwo Replika naprawdę się postarało - mimo okładki użytej również w promowaniu ekranizacji, na czym się zawiodłam. Środek mnie zachwycił. Na pierwszej stronie, gdzie znajdujemy tytuł ukazuje się również ilustracja przedstawiająca aktora w identycznej pozie jak na okładce. Wygląda to naprawdę przyjemnie. Czcionka jest ładna i przejrzysta, jednak przeszkadzały mi za duże akapity i zakończenia rozdziałów. Nie do końca potrafię to opisać, po prostu zajrzyjcie do książki, gdy będziecie mieli taką okazję. 

"Zniewolony" wywołał u mnie wiele sprzecznych emocji. Z jednej strony nie mogłam zrozumieć dlaczego ci ludzi się nie zbuntowali, z drugiej jak w ogóle można pozwolić na takie traktowanie innych. Książkę czytałam z wielkim przejęciem i czasem nie mogłam się od niej oderwać. Muszę przyznać, że nie czytało jej się łatwo, czego się nie spodziewałam. Nie brałam pod uwagi czasów, w których została napisana. 

Historia Solomona Northupa jest warta poznania, mogłabym to określić jako pozycję obowiązkową. Nie mogę powiedzieć, że dobrze się przy niej bawiłam, ponieważ to nie jest lektura tego typu. Tę recenzję pisałam z wielkim trudem, nie mogłam znaleźć odpowiednich słów do opisania swoich odczuć. Nie potrafiłam przelać tego na papier. "Zniewolony" to jedna z tych książek, o których nie umiesz nic powiedzieć, ponieważ tak cię zszokowały. Po prostu polecam. 

Ocena: 7/10

Recenzja dla wydawnictwa Replika:



INFORMACJE:
Data premiery: 4 grudnia 2013
Wydawnictwo: Helion
Seria: Bezdroża
Kategoria: literatura podróżnicza
Ilość stron: 443 
Czas czytania: 4 dni

Jestem osobą, która wścibia nos we wszystko co może. Interesują mnie świeże ploteczki, zdarzenia opisane w "Expresie ilustrowanym" i poczynania ludzi. Zawsze byłam ciekawa naszych osiągnięć w różnych strefach, medycynie, prawa, czy polityki. Nowe technologie, wynalazki, to że wciąż idziemy do przodu. Właśnie z tej ciekawości sięgnęłam po "Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później" Aleksandra Lwowa. Chciałam bliżej poznać nieznany mi dotąd świat alpejczyków. Gdy byłam mała marzył mi się Mount Everest i wspinaczka górska. Często jeździłam w Tatry z rodziną. Uwielbiałam podziwiać widoki. Książka Lwowa przybliżyła mi tematykę gór i nie jestem pewna, czy będę mogła spojrzeć na nie jak wcześniej. Myślałam o szlakach oznaczonych kolorową farbą, potokach i lekkim zmęczeniu. Jednak himalaizm to coś całkiem innego, to walka o przetrwanie. 

Z początku pragnę przybliżyć trochę życie samego autora, Aleksandrwa Lwowa. Mężczyzna urodził się 18 września 1953 roku w Krakowie. Jest polskim alpinistą i himalaistą. Swoją przygodę ze wspinaczką zaczynał od Karkonoszy, było to w 1970 roku. Miał wtedy ile? 17 lat? Na Mount Everest wspiął się, aż 4 razy. To dla mnie niewiarygodne. Wyprawy górskie przyniosły mu wiele nagród i medali. W 2013 roku został członkiem honorowym Polskiego Związku Alpinistów. Na pewno w przypadku Lwowa wspinaczkę nie można nazwać hobby, to jego życie. 

"Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później" jest drugą wersją książki, której tytuł składa się z pierwszej części dzisiaj przeze mnie recenzowanej. Lektura ta opowiada przede wszystkim o ludziach oddających swe serce górom. O alpinistach i alpinistkach, którzy co roku walczą o życie na stromym zboczu. Aleksander Lwow przedstawia jak wielka jest więź między człowiekiem, a górą. Mimo ogromnego niebezpieczeństwa i tak do nich ciągnie. Wydaje mi się, że potrafię to zrozumieć. Co gdybyście mieli odłożyć coś co kochacie ponad życie? No właśnie. Takie 'drobnostki' jak niebezpieczeństwo nie mogą zniechęcić człowieka, musimy przyznać, że jesteśmy upartymi stworzeniami. Ciekawe jest to jak Aleksander Lwow opowiada o górach;. Autor w stosunku do nich odnosi się z szacunkiem. Mówi jak o ludziach, nie, to raczej złe określenie. Według niego góry to coś więcej. 
"Zwyciężyć znaczy przeżyć" nie możemy określić mianem autobiografii. Oczywiście autor wspomina o swoich upadkach i zwycięstwach, jednak skupia się raczej na innych. Opowiada o wielu wyprawach, o ich przebiegu i zdarzeniach, które mają tam miejsce. Ukazuje jak ciężkie są takie wędrówki, na pewno nie możemy ich nazwać spacerkiem. Jak sam tytuł mówi, autor porusza temat zwycięstw i porażek. Zwycięstwem jest przetrwanie. Wejście na szczyt i zejście z niego. Niestety wiele osób nie daje rady. Aleksander Lwow porusza także trudny temat jakim jest śmierć wielu himalaistów. Opisy tych zdarzeń są smutne i wypełnione emocjami. Pozwolę sobie zacytować kilka słów z tylnej okładki: "Nie mylą mi się tylko twarze. Twarze ludzi, z którymi się wspinałem, z którymi harcowałem w górach i schroniskach lub choćby w tychże górach i schroniskach się spotykałem, a którzy tym różnią się ode mnie, że albo już w górach zostali na zawsze, bo mieli mniej szczęścia niż ja, albo z różnych, najbardziej prozaicznych przyczyn (choroba, wypadek, samobójstwo), przedwcześnie odeszli z tego świata. To jest książka o nich." 

Książka wypełniona jest fotografiami himalaistów. Możemy podziwiać piękne widoki pośród stron wypełnionych słowami. Wydanie prezentuje się naprawdę dobrze. Okładka nie zadziwia, jednak to wnętrze jest ważniejsze. Aleksander Lwow pisze w sposób nie sprawiający problemu. Czyta się z łatwością, wszystkie niejasności są wytłumaczone. "Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później" to lektura, która mnie wciągnęła do świata gór. Mogłam przez chwilę podróżować w swojej wyobraźni. Dodatkowo dowiedziałam się wielu ciekawostek. Książka ta przedstawia życie himalaistów i alpinistów, o którym w większości przypadków nie mamy pojęcia. Polecam ją osobom zainteresowanym tą tematyką, a także tym ciekawskim jak ja :) 

Ocena: 6/10

Recenzja napisana dla portalu Sztukater: 




Witajcie czytelnicy!

Dzisiaj kolejny post z serii "WYMIENIĘ/SPRZEDAM", a szykuje się jeszcze kilka. Więcej informacji i książek znajdziecie tutaj: KLIK




KONTAKT: 
bezimiennablog@gmail.com

Ostatnio poukładałam w szafce ze swoimi skarbami [wiadomo o co chodzi]  i przy okazji postanowiłam pochwalić się swoją małą biblioteczką. Większość książek została przekazana na wymianę i zostały podle schowane do pudła. Biedactwa :) Niektórych tutaj nie ma, ponieważ zostały pożyczone, brakuje mniej więcej 8 książek. Nie wiem, gdzie je upchnę jak wrócą, ale chyba dam sobie radę. Trochę miejsca im zostawiłam. 





Oto biedne książki czekające na nowych właścicieli, jeszcze przed spakowaniem :) 
 

Moi drodzy czytelnicy!

Tak,  dzisiaj będę Wam słodzić jak nigdy. Otóż po wysprzątaniu swojej biblioteczki odkryłam wiele tytułów, których jestem gotowa się pozbyć. Są to książki, które nie przypadły mi do gustu, bądź wiem, że nigdy już po nie sięgnę. Po co mają się kurzyć? Właśnie dlatego postanowiłam zrobić wielką wymianę/sprzedaż. Przyznaję się, że bardziej odpowiada mi to pierwsze, jednak niektóre tytuły chętnie odsprzedam. Ceny wahałyby się od 10 do 20 złoty - wszystko zależy od tytułu i stanu książki. Od razu mówię, że większość jest w stanie bardzo dobrym, wręcz idealnym. Gdy zainteresuje Was jakiś tytuł proszę o wiadomość.




KONTAKT:
bezimiennablog@gmail.com




INFORMACJE:
Data premiery: 2013
Wydawnictwo: M
Kategoria: literatura współczesna, obyczajowe, dramat
Ilość stron: 440
Czas czytania: 5 dni


Niestety, czy stety jestem wzrokowcem. Uczę się z kolorowych karteczek, zaznaczam wszystko flamastrami, moje notatki to tęcza na kartce. Tym samym często sięgając po książki kieruję się okładką. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" pod tym względem nie zachwyca, nieprawdaż? O taka zwykła lektura, którą w większości ludzie omijają szerokim łukiem. Dlaczego? Bo grafika nie jest na wysokim poziomie? Jeszcze trochę, a byłabym taką osobą. Na szczęście bardziej interesuje mnie opis. Dzięki temu zapoznałam się z książką Maragaret Dilloway i nie pożałowałam. Okazało się, że to jedna z tych lektur, które wnoszą coś do naszego życia, a sięgnięcie po kolejną powieść jest ciężkie. 

"Sztuka uprawiania róż z kolcami" opowiada o Galilee Garner, młodej nauczycielce, z poważnymi problemami zdrowotnymi. Kobieta czeka na przeszczep nerki, które nie działają jej już od kilku lat. Co dwa dni uczęszcza na dializy. Swoje serce oddaje różą, które hoduje i krzyżuje. Jeździ na wystawy, gdzie prezentuje swoje kwiaty. Gal żyje na pełnych obrotach mimo swojego stanu. Lecz, czy poradzi sobie z wychowaniem córki własnej siostry, która praktycznie podrzuca ją jej po drzwi? Nastolatka, imieniem Riley, to z początku czysty chaos. Sprawia wiele problemów wychowawczych. Mimo tego Gal stara się zapanować nad sytuacją i swoim życiem.

Galilee Garner, główna bohaterka powieści, jest osobą upartą i trzymającą się własnych zasad. To jedna z tych nauczycielek, których się boi i omija szerokim łukiem - przypomina mi moją byłą chemiczkę. Jest zahartowana przez los, w końcu od dzieciństwa występują u niej problemy z nerkami. Z drugiej strony to osoba bardzo delikatna psychicznie, ma wiele gorszych dni, gdy przeraża ją stan rzeczy. Wraz z posuwaniem się dalej fabuły, obserwujemy zmianę jaka zachodzi w Gal. W większości to za sprawą Riley. Na początku powieści obie są wyobcowane, nie ufają ludziom, pod koniec widzimy jak wielka więź ich złączyła. Bardzo lubię patrzeć na przeobrażenia bohaterów. Pokazuje to, że ludzie jednak zmieniają się na lepsze, po prostu potrzeba bliskości ludzi. 

Książka jest typową obyczajówką, gdzie obserwujemy perypetie życia Galilee. Poznajemy ją i jej znajomych, czy rodzinę. Analizujemy konflikty i staramy się znaleźć własne rozwiązanie. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" porusza bardzo ważne tematy ludzkich uczuć i słabości. Wiele z tej lektury można wyciągnąć. Czasem warto lekko się otworzyć na innych, a wszystko staje się lepsze. Przykładem jest pan Walters, którego Gal nie trawiła przez kilka miesięcy. Mężczyzna również miał problemy z nerką i wyprzedzał główną bohaterkę na liście do przeszczepu. Gdy Galilee zbliża się do niego, okazuje się, że ten z pozoru 'kobieciarz' jest naprawdę dobrym facetem, którego los nie pogłaskał po główce. To bardzo ważna postać w powieści i warto zwrócić na nią większą uwagę. Z początku wydaje się ona mało znacząca, dopiero po kilkuset stronach widać jak obcy człowiek może wpłynąć na nasze życie. 
Wątek romantyczny znajdziemy, jednak jest on minimalnie zauważalny. Praktycznie w ogóle nie ma wpływy na fabułę. Za to sprawia, że Gal staje się bardziej ludzka, jakby to była postać rzeczywista. 

Nie mogłam oderwać się od "Sztuki uprawiania róż z kolcami". Książka mnie pochłonęła i nie chciałam od niej odejść choćby na krok. Lekkie pismo autorki Margaret Dilloway spowodowało, że powieść czytało się lekko i szybko.Atmosfera, którą wprowadziły róże Gal unosiła się wokół, w pewnym momencie wszystko stawało się melancholijne. Z drugiej strony nie brak tu humoru, który wywoływał na mojej twarzy szeroki uśmiech. Dialogi między bohaterami, szczególnie Gal i Riley były pełne życia. 

Jedyne co mogę zrobić to z całego serca polecić tę lekturę. Osobiście zakochałam się w niej i mam nadzieję, że znajdę jeszcze wiele książek tak dobrych jak "Sztuka uprawiania róż z kolcami". Nadal nie mogę się otrząsnąć i wydostać ze świata Gal. Nawet nie mam chęci do sięgnięcia po kolejną lekturę. To coś znaczy.

Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu M:

I portalowi Sztukater:





Kliknięcie na okładkę przeniesie na stronę z informacjami

03.03.2014


04.03.2014







05.03.2014






07.03.2014
















Ten miesiąc jest mieszanką wzlotów i  upadków. Pomarzliśmy i powygrzewaliśmy się na słoneczku. Byłam na koncercie Ellie Goulding, a dwa tygodnie później zostałam złapana przez kanara. Dwa przystanki bez biletu jeździć, wstyd! Dostałam kilka dobrych ocen w szkole i kilka złych. Jednak jest dobrze. Luty był w porządku wobec mnie. Mam tylko nadzieję, że marzec będzie jeszcze lepszy. 
Lubimy Czytać, coraz bardziej mnie irytuje. Nawet nie mogę wejść na swoją półkę na profilu, bo wyskakuje błąd. Gdzie ten ich szeryf niby? Ja chcę zrobić podsumowanie. Halo! 



Liczba przeczytanych książek: 9
Liczba zrecenzowanych książek: 8
Liczba obejrzanych filmów: 3
Liczba zrecenzowanych filmów: 0
Liczba postów: 25
Wyświetlenia bloga: ok. 4 949

Lista przeczytanych książek: 
8) Aleksander Lwow "Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później"

Lista obejrzanych filmów:
1) "Hobbit: Pustkowie Smauga"
2) "Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia"
3) "nieletni/pełnoletni"


Podsumowanie wyzwań
Czytam fantastykę: 3
Rekord 2014: 9
Book Lovers: 3
Paranormal romance: 2
Klasyka horroru: 0

Obsługiwane przez usługę Blogger.