Kategoria: literatura młodzieżowa, paranormal romance
Ilość stron: 392
Czas czytania: 4 dni
"Wizje" już za mną, wywołały u mnie wiele sprzecznych uczuć, lecz w końcu uznałam je za lekturę średnią. Teraz nadeszła pora na kolejną część pt. "Przypływ". Drugi tom trylogii "Sary Midnight" powinien być lepszy. Autorka miała możliwość poprawienia swoich błędów. Tom ten powinien prezentować wyższy poziom. Takie jest moje zdanie. Czy Daniela Sacerdoti podołała zadaniu? Miałam szczerą nadzieję, że tak i zaczynając lekturę byłam dobrej myśli.
"Przypływ" to kontynuacja historii, która miała miejsce w "Wizjach". Sara po pokonaniu swojego pierwszego wroga i odrzuceniu Seana zmienia się nie do poznania, staje się coraz słabsza.Czy ma to związek z jej więzią z Nicholasem? Zbliża się święto dziękczynienia, główna bohaterka postanawia odwiedzić dom rodzinny na Islay, gdzie ma nadzieję znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania. Wraz ze sprzymierzeńcami poszukuje prawdy. Jak zareaguje, gdy już się dowie? W końcu Midnightowie mają wiele trupów w swojej szafie. Tylko, czy dosłownie? Dodatkowo przychodzi kolejny sen do wszystkich Śniących w wilii. Niesie ze sobą zapowiedź śmierci. Czy bohaterowie zdążą się uratować?
Zacznijmy od oceny fabuły: według mnie poziom w tym przypadku spadł. Akcja się ciągnie, jest nieciekawa. Mimo obłoku tajemnicy i chęci rozwiązania ich z Sarą książka była nudna i nie wciągnęła mnie. Gdy pisałam o "Wizjach" wspominałam, że długo potrwało zanim zdążyłam wdrążyć się w świat Danieli Sacerdoti - w "Przypływie" nie było tego w ogóle. Nie potrafiłam wyciągnąć przyjemności z czytania. Wszystko wydawało się sztuczne i przesadzone przez postać Nicholasa, która wprowadza bardzo dziwną atmosferę do całej powieści. Jednak lektura nie jest całkowicie nudna, oczywiście, że nie. Spotykamy się z wieloma walkami i ciekawymi zdarzeniami. Niestety niektóre z nich da się z łatwością przewidzieć. Właśnie tak zepsułam sobie zakończenie - przeczuciem.
Powoli Sara Midnight stała się uporczywą postacią. Raz mnie męczyła, a na następnej stronie ukazywała swoje najlepsze strony. Dodatkowo trójkąt romantyczny, który był oczywisty w pierwszym tomie kończy się tak szybko jak się zaczął. Bohaterka dokonuje wyboru. Byłam tym mile zaskoczona. W końcu taki wątek znajduje swoje zakończenie później, niż wcześniej.
Język, którym posługuje się autorka jest prosty, mało zawiły, przy tym traci swój urok. To lekka lektura młodzieżowa, przy której można odpocząć. Jednak nie wybrałabym "Przypływu" na powieść relaksacyjną. Tom drugi jest słabą kontynuacją, a na pewno gorszą od "Wizji". Polecam jedynie fanom wcześniej wymienionego tytułu i gatunku paranormal romance.
Ocena: 6/10
Za możliwość zapoznania się z lekturą, dziękuję wydawnictwu Dreams.
Książka W pewnym teatrze lalek w sposób zabawny, a zarazem
wzruszający opowiada o kształtowaniu charakteru, partnerskich relacjach i
przynależności do grupy. To opowieść o budowaniu własnej tożsamości,
rozpoznawaniu emocji oraz o otwartości na potrzeby innych.
Do teatru lalek przybywa nowa marionetka Perełka. Jest
niedoświadczona i nigdy nie występowała na scenie.
Do roli aktorki pomagają jej przygotować się nowi
przyjaciele: Kamilla, Babcia, Miś i Kaczka.
Plejada marionetek, jawajek i pacynek wiedzie na pozór
beztroskie życie, co rusz wcielając się w nowe kreacje.
Okazuje się jednak, że aktorstwo niesie ze sobą wiele
wyzwań, a teatr jest czymś więcej niż pracą – jest całym ich światem!
Zainteresowani?
INFORMACJE:
Data premiery: 2001r.
Wydawnictwo: Muza
Seria: Władca Pierścieni tom 1
Kategoria: fantasy,
Ilość stron: 542
Czas czytania: 7 dni
Przez bardzo długi czas chciałam zapoznać się z "Władcą Pierścieni", mogę powiedzieć, że wręcz o tym marzyłam. Odkładałam tę lekturę ze względu na wiele opinii określających "Drużynę Pierścienia" i kolejne części za ciężkie i nie do przebrnięcia. Miało być wiele męczących opisów, nudnych sytuacji, przez które ledwo da się przejść. Wiecie co? Z niczym takim się nie spotkałam, to jedna z najlepszych książek jakie miałam ostatnio okazję przeczytać.
Fabułę każdy powinien jako tako znać, w dużym przypadku przez ekranizacje. Jednak trochę ją przybliżę. Na świecie istnieje potężny, magiczny pierścień Saurona, gdy wpadnie w jego łapy nastanie ciemność, może zmieść całe Śródziemie, a może nawet świat. Pierścień wpada w łapy Hobbita, na którego barki zostaje zrzucona misja zniszczenia tej przerażającej broni. Hobbit o imieniu Frodo wyrusza do Mordoru, serca ciemnych mocy, bacznie pilnuje go oko Saurona. Tom pierwszy przedstawia tworzenie się tytułowej Drużyny Pierścienia i kilka kolejnych ich przygód.
Akcja jest wartka. Wciąż coś się dzieje. Nie ma chwili odpoczynku odkąd Frodo wyrusza z Shire. Film nie równa się z książką. Wiele elementów zostało poprzekręcanych i wyciętych przez co nic nie było przewidywalne. To jak pierwsze spotkanie z "Władcą Pierścieni" ekranizacja zanika i staje się w oczach słaba. Byłam oczarowana filmem, lecz po przeczytaniu książki mój zachwyt opadł. Jednak tak jest w wielu przypadkach, nieprawdaż?
Bohaterzy są wyraziści i oryginalni. Drużyna Pierścienia jest różnorodna, a charaktery postaci uzupełniają się nawzajem. Wiele razy wywołali u mnie uśmiech, lecz także smutek. Zżyłam się z nimi i ciężko mi było ich opuścić. Poznajemy początki duetu Legolasa i Gimliego. Mądrość Gandalfa i Aragorna. Ich bliższe historie. Byłam oczarowana i strony przerzucałam z miłością.
Od książki nie można się oderwać. Z racji tego, że to wydanie jest dużego formatu nie za bardzo dawała się do przenoszenia, więc jedyne co mi zostało to wieczory z Tolkienem. Nie mogłam się tym nacieszyć. Nie wychodziłam z domu i jak najszybciej do niego wracałam. Świat wykreowany przez autora wciągnął mnie jak żaden inny. Byłam pod wielkim wrażeniem. Wyobraźnia działa przy tej lekturze na najwyższych obrotach. Na własny sposób wyobrażałam sobie Morię i las elfów. To jak wycieczka bez wychodzenia z czterech ścian, a rzadko kiedy można się z czymś takim spotkać.
Wydanie wydawnictwa Muza było perfekcyjne. Grube tomisko w twardej okładce. Duże litery, które bardzo łatwo się czyta i czcionka nie męcząca oczu. Trzy tomu spakowane są w zgrabne pudełeczko, na którym pojawia się napis "Władca Pierścieni" i okładki książek. Wszystko utrzymane w beżach, brązach i złotach. Idealne.
"Drużyna Pierścienia" jest książką, za którą warto się zabrać. Nie jest taka straszna jak się z początku wydaje. Te 500 stron czyta się z łatwością i nie powinna pokonać zagorzałych czytelników. To klasyk, który powinien trafić w łapy każdego mola książkowego i fana fantasy. "Władca Pierścieni" to powieść, której nie zapomnę i już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom pt. "Dwie wieże".
Tym razem jest to Cat z serii "Nocna Łowczyni". Uwielbiam tę postać ze względu na genialne poczucie humoru, osobowość i siłę. Niejeden raz wracałam do książek, w których mogę ją znaleźć. Strasznie przypadła mi do gustu. Myśl o ulubionej bohaterce od razu zabrała mnie do niej :)
Nadszedł dzień, w którym mam podać wyniki konkursu. Zgłosiło się was o wiele więcej niż myślałam, sądziłam, że będzie to jakieś 20 osób, baaardzo się myliłam. Dziękuję za to, że wzięliście udział i udostępnialiście tego posta, za co czekała was nagroda w postaci dodatkowych losów. Nawet nie wiecie ile się na wypisywałam losów i na wycinałam. Na szczęście miałam do pomocy małego elfa w postaci siostry :) Niestety nie mam jak przedstawić przebiegu losowania, aparat zepsuty, telefon w naprawie. A szkoda, bo wyglądało to niezmiernie komicznie przez 6-letniego potworka zadającego sto pytań na sekundę. Przejdźmy jednak do konkretów. Kto wygrał tę piękną cegiełkę?
Zwycięzca:
so.random@wp.pl
Już wysyłam maila i czekam na odpowiedź! Jeśli nie otrzymam jej w przeciągu tygodnia losowanie odbędzie się jeszcze raz.
Jeszcze raz dziękuję za udział i wyczekujcie kolejnej wygrywajki! :)
[Kliknięcie na okładkę przeniesie na stronę z informacjami]
10.02.2014
11.02.2014
12.02.2014
13.02.2014
14.02.2014
17.02.2014
Zainteresowało Was coś? :)
INFORMACJE:
Data premiery: 16 maja 2013
Wydawnictwo: Dreams
Trylogia: Sara Midnight tom 1
Kategoria: literatura młodzieżowa, paranormal romance
Ilość stron: 373
Czas czytania: 4 dni
Za "Wizje" miałam się zabrać dużo wcześniej, liczyłam nawet na to, że uda mi się napisać recenzję przedpremierową "Przypływu", który czeka na mnie na półce, lecz chęć sięgnięcia po "Drużynę Pierścienia" zwyciężyła. Z tego powodu książkę odłożyłam na później, gdy już uporałam się z cegłą nadeszła pora jakiejś lżejszej lektury. To właśnie dzieło Danieli Sacerdoti idealnie nadawało się na tę okazję.
Historia opowiada o Sarze Midnight, młodej łowczyni demonów, która została pozbawiona rodziców. Dodatkowo zostaje zmuszona do opuszczenia swojego domu, gdzie znajduje się cały dobytek rodziny. W idealnym momencie pisze do niej jej kuzyn Harry, jeden z ostatnich potomków Tajnej Rodziny Sary. Proponuje wspólne zamieszkanie by dziewczyna mogła powrócić do swoich czterech ścian. Jednak Harry nie jest tym za kogo się podaje. Czy Sara odkryje tę tajemnicę? Dodatkowo w jej snach, które są wizjami pojawia się chłopak o czarnych włosach, który na jawie pozostawia jej liście. Nastolatka mówi na niego, z wiadomego powodu, Liść. Kim jest tajemnicza postać? To wróg, czy przyjaciel?
Z początku bardzo ciężko było mi się wciągnąć w fabułę. Przez kilka rozdziałów czytanie "Wizji" nie sprawiało mi przyjemności. Mogę nawet powiedzieć, że trochę się nudziłam. Dopiero, gdy zrozumiałam politykę Tajnych Rodzin i bliżej poznałam bohaterów (ich historię) to książka przypadła mi do gustu. W tej książce nie wszystko kręci się wokół Sary, okazuje się, że sprawa jest większa, niż się wydaje. Dużym plusem jest to, że poznajemy punkt widzenia innych postaci, nie tylko głównej, lecz także Harrego, a nawet wroga. Dzięki temu lepiej rozumiemy niektóre rzeczy.
Mamy tu do czynienia z trójkątem miłosnym, któremu nie da się zaprzeczyć. Pomiędzy Sarą, a Harrym rozwija się uczucie, przed którym oboje się bronią. Jednak tajemniczy Liść również pociąga główną bohaterkę. Autorce udało się sprawić, że wątek miłosny nie wydaje się sztuczny i przesadzony. Jest raczej niewinny i okryty mgłą niepewności. Opis uczuć bohaterów był udany. W tym przypadku trójkąt miłosny bardzo mi się podobał.
Z racji tego, że "Wizje" możemy zaliczyć do literatury młodzieżowej, język którym posługuje się autorka jest prosty. Nie sprawi nikomu problemu. Książkę czyta się łatwo i szybko. Przejdziecie przez pierwsze kilka rozdziałów i nagle znajdziecie się przy 'Podziękowaniach'. Akcja jest wartka, gdy przejdziemy przez wstęp, nie można się nudzić. Choć trochę monotonne są ataki demonów, wszystko dzieje się w podobny sposób, choć Sacerdoti zaskakuje nas różnymi rozwiązaniami.
"Wizje" to początek trylogii, która może może się okazać sukcesem. Jestem ciekawa kolejnej części, czyli "Przypływu" i już się za niego zabieram. Może nie jest to literatura wysokich lotów, lecz ciekawy paranormal romance, który idealnie nadaje się na przerwę pomiędzy ciężkimi lekturami. Przy "Wizjach" można odpocząć i zrelaksować się. Polecam!
Ocena: 7/10
Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Dreams!
Dzień 15: Ulubiony bohater.
Nie zastanawiałam się tu długo. Oczywiście jest to Aragorn z "Władcy Pierścienia". Tajemniczy mężczyzna siedzący w kącie tawerny, którego imienia nikt nie zna. Już pierwsze spotkanie było genialne, kolejne jego poczynania tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że to facet dla mnie :)
INFORMACJE:
Kategoria: dramat, lektura
Ilość stron: 110
Czas czytania: 2 dni
Za lekturami się nie przepada, ponieważ jesteśmy zmuszeni do ich przeczytania. Mamy określony czas, a w dodatku ktoś chce nas przepytać ze znajomości danej książki. Nie jest to zachęta, wręcz przeciwnie. Na dokładkę polonista mówi nam jak mamy rozumieć daną powieść. Jestem jedną z tych upartych osób, które nie czytają ich "bo tak", a raczej byłam i rzadko sięgałam po lektury szkolne. Jednak od jakiegoś czasu moje podejście się zmieniło. Przecież są to normalne książki, które zostały wyróżnione przez oświatę. Powróciłam do czytania powieści polskich autorów i właśnie w ten sposób poznałam "Nie-Boską komedię" Krasińskiego, która strzałem w dziesiątkę się nie okazała, jednak stratą czasu również nie jest.
Książka podzielona jest na cztery części. Pierwsze dwie przedstawiają typowy dramat rodzinny, choć znajdziemy tu wątek fantastyczny. Hrabia Henry ożenił się z Marią, rodzi im się synek, wszystko powinno się układać. Jednak siła wyższa nasłała na hrabię złe duchy ukazujące się w postaci Dziewicy, która ma za zadanie uwieść mężczyznę. Jednak czy jej się to uda? Jakie będą skutki tego wydarzenia. Część 3 i 4 przedstawia problemy polityczne i przyznaję się, że nie podobały mi się. Były ciężkie do zrozumienia i dopiero po kilku lekcjach języka polskiego udało mi się coś z nich wyciągnąć, zrozumieć więcej niż z początku.
"Nie-Boska komedia" na pierwszy rzut oka pisana jest prostym językiem. Mamy do czynienia z prozą, nie walczymy z wierszami, jednak podczas czytania natknęłam się na wiele niejasności. Ta krótka książeczka okazała się być twardym orzechem do zgryzienia, jednak jakoś się udało. Po 110 stronach pożałowałam, że niektórych lektur nawet nie tknęłam palcem. Mam nadzieję, że wy jesteście mądrzejsi ode mnie. "Nie-Boska komedia" nie jest wcale taka straszna. Warto zapoznać się z tą ciekawą historią.
Ocena: 5/10
Dzień 14: Książka, którą ekranizacja zepsuła
Ekranizacje zazwyczaj niszczą książki, nie odzwierciedlają ich i nie spełniają naszych oczekiwań. Ostatnio miałam okazję obejrzeć "Dary Anioła: Miasto Kości" i to właśnie ten tytuł pasuje do dzisiejszego hasło. Ekranizacja nie jest nawet średnia, jest słaba i nikomu jej nie polecam. Tutaj kilka zdań o niej.